Gdy znów do murów klajstrem ?wie?ym 

przylepia? zaczn? obwieszczenia,
gdy "do ludno?ci", "do ?o?nierzy"
na alarm czarny druk uderzy
i byle drab, i byle szczeniak
w odwieczne k?amstwo ich uwierzy,
?e trzeba i?? i z armat wali?,
mordowa?, grabi?, tru? i pali?;
gdy zaczn? na tysi?czn? mod??
ojczyzn? szarpa? deklinacj?
i ?udzi? kolorowym god?em,
i judzi? "historyczn? racj?"
o pi?dzi, chwale i rubie?y,
o ojcach, dziadach i sztandarach,
o bohaterach i ofiarach;
gdy wyjdzie biskup, pastor, rabin
pob?ogos?awi? twój karabin,
bo mu sam Pan Bóg szepn?? z nieba,
?e za ojczyzn? - bi? si? trzeba;
kiedy roz?cierwi si?, rozchami
wrzask liter z pierwszych stron dzienników,
a stado dzikich bab - kwiatami
obrzuca? zacznie "?o?nierzyków". -
- O, przyjacielu nieuczony,
mój bli?ni z tej czy innej ziemi!
wiedz, ?e na trwog? bij? w dzwony
króle z panami brzuchatemi;
wiedz, ?e to bujda, granda zwyk?a,
gdy ci wo?aj?: "Bro? na rami?!",
?e im gdzie? nafta z ziemi sik?a
i obrodzi?a dolarami;
?e im co? w bankach nie sztymuje,
?e gdzie? zw?szyli kasy pe?ne
lub upatrzy?y t?uste szuje
c?o jakie? grubsze na bawe?n?.
R?nij karabinem w bruk ulicy!
Twoja jest krew, a ich jest nafta!
I od stolicy do stolicy
Zawo?aj, broni?c swej krwawicy:
"Buja? - to my, panowie szlachta!"






Jest ju? bardzo pó?no 

Pora ju? spa?
Jutro do przedszkola
B?d? musia? wsta?
Jestem tak szcz?sliwy
Bo w dzisiejszym dniu
Sam zawi?za?em
Na kokardk? but

Kiedy o tym my?l?
Nie chce mi si? spa?
A ksi??yc opowiada mi
Najpi?kniejsze
W jego ?yciu sny
Na suficie dobrze widz? je
Sa takie kolorowe

Jest ju? bardzo pózno
Chc? jeszcze spa?
Zaraz do przedszkola
B?d? musia? wsta?
Jedno co mnie cieszy
To radosna mysl
Sam zawia?? buty
I podreptam w nich

Kiedy o tym mysl?
Nie chce mi si? spa?
A s?o?ce opowiada mi
Najcieplejsze
W jego ?yciu dni
Na b??kicie dobrze widz? je
S? takie kolorowe

Pa, pa, pa...