Bia?a noc, a po niej
Pod powiekami piasek
I zm?czone usta
Nowy dzie? po?egna? chc?
Lecz w tej mgle, ten kolor
Ten kszta?t na te wode
Zabrania nam zmru?y? oczy
Zabrania pójsc do kraju snów
Czerwony kwiat, okr?g?y kwiat
Ka?e ?piewa?, ta?czy? nam
Czerwony kwiat, okr?g?y kwiat
Ka?e ?piewa?, ta?czyc nam
Wi?c ?piewam i ta?cze
I jem pomara?cze
?piewam i ta?cze
I jem pomara?cze, jem pomara?cze
Czerwony kwiat, okregly kwiat
Ka?e spiewac, ta?czy? nam
Czerwony kwiat, okregly kwiat
Ka?e spiewac, ta?czy? nam
Wiec spiewam i tancze
I jem pomarancze
Spiewam i tancze
I jem pomarancze
Spiewam i tancze
I jem pomarancze, jem pomarancze
Wiec spiewam i tancze
I jem pomarancze
Spiewam i tancze
I jem pomarancze
Spiewam i tancze
I jem pomarancze, jem pomarancze
Gdy znów do murów klajstrem ?wie?ym
przylepia? zaczn? obwieszczenia,
gdy "do ludno?ci", "do ?o?nierzy"
na alarm czarny druk uderzy
i byle drab, i byle szczeniak
w odwieczne k?amstwo ich uwierzy,
?e trzeba i?? i z armat wali?,
mordowa?, grabi?, tru? i pali?;
gdy zaczn? na tysi?czn? mod??
ojczyzn? szarpa? deklinacj?
i ?udzi? kolorowym god?em,
i judzi? "historyczn? racj?"
o pi?dzi, chwale i rubie?y,
o ojcach, dziadach i sztandarach,
o bohaterach i ofiarach;
gdy wyjdzie biskup, pastor, rabin
pob?ogos?awi? twój karabin,
bo mu sam Pan Bóg szepn?? z nieba,
?e za ojczyzn? - bi? si? trzeba;
kiedy roz?cierwi si?, rozchami
wrzask liter z pierwszych stron dzienników,
a stado dzikich bab - kwiatami
obrzuca? zacznie "?o?nierzyków". -
- O, przyjacielu nieuczony,
mój bli?ni z tej czy innej ziemi!
wiedz, ?e na trwog? bij? w dzwony
króle z panami brzuchatemi;
wiedz, ?e to bujda, granda zwyk?a,
gdy ci wo?aj?: "Bro? na rami?!",
?e im gdzie? nafta z ziemi sik?a
i obrodzi?a dolarami;
?e im co? w bankach nie sztymuje,
?e gdzie? zw?szyli kasy pe?ne
lub upatrzy?y t?uste szuje
c?o jakie? grubsze na bawe?n?.
R?nij karabinem w bruk ulicy!
Twoja jest krew, a ich jest nafta!
I od stolicy do stolicy
Zawo?aj, broni?c swej krwawicy:
"Buja? - to my, panowie szlachta!"