Prawnik syn prawnika, lekarz wnuk lekarza
a jak to si? dzieje ?e tak cz?sto si? zdarza
by jako wa?ny powód do swojej dumy
nie tylko cia?a ale i ca?e rozumy
dziedziczy? po rodzicach z gotowym przepisem
ojciec by? so?tys to ja te? b?d? so?tysem
scena po scenie scena po scenie scena po scenie
ref.
Scena po scenie nasze ?ycie jest jak spektakl
cho? nam aktorom by? to mo?e troch? nie w smak
i tak jak martwe kuk?y bez najmniejszej woli swojej
robimy cz?sto to co niesie nam spektaklu kolej
Ojciec i matka nie tylko na naszej twarzy
ale i w umys?ach ciasnych si? gospodarzy
kto to zauwa?y ten jest wygrany
cho? na pewno poczuje jakie nosi rany
to teraz je goi? i cokolwiek zmieni? mo?e
albo powiedzie? mog?o by? gorzej
scena po scenie scena po scenie scena po scenie
ref.
Scena po scenie nasze ?ycie jest jak spektakl
cho? nam aktorom by? to mo?e troch? nie w smak
i tak jak martwe kuk?y bez najmniejszej woli swojej
robimy cz?sto to co niesie nam spektaklu kolej
Wyruszam w drog?, dalek? drog?
Trwa? niby bezpiecznie ju? d?u?ej nie mog?
Chc? odkry? to, co zakryte przede mn?
Chce szuka? tego, cho? mo?e nadaremn?
Chc? pozna? prawd? o sobie samym
Kim jestem, co robi? tutaj mi?dzy wami
Zostawiam wszystko, co wspominam najmilej
Bo cho? wa?ne by?o, to tylko na chwil?
Porzucam to, co by?o najciekawsze
Bo cieszy?o mnie, jednak nigdy na zawsze [x2]
[refren]
Kiedy wróc? tu
Je?li wróc? kiedy?
Je?li znajd? to
Po co szed?em wtedy
Je?li zapytacie
To odpowiem wam
?yj?, kocham, ufam
I prawd? ju? znam [x2]
Udaj? si? sam na najwy?szy szczyt
Gdzie nie ma pó?prawd i nie przetrwa nikt
Gdzie wszystko wida? od góry w dó?
Gdzie ujrz? ca?o??, a nie prawdy pó?
Sp?dz? w ogromnym lesie d?ugie tygodnie
Zapomn? to, co proste i wygodne
Gdy wszystkie demony podejd? blisko
Gdy cisza i ciemno?? przero?nie wszystko
Wtedy pójd? dalej, je?li starczy mnie
Tak trudno jest zbudzi? si? po d?ugim ?nie [x2]
[refren]